blog background
 
Przemysław Piasta: Poznań prawym okiem
polityka, samorząd, endecja, prawica, łazarz, grunwald,
metka_epoznan
Feta, której nie było
ok
136
not ok
236
liczba odsłon: 1348

Niemal niepostrzeżenie minęła nam okrągła, piętnasta rocznica członkostwa Polski w NATO. To rzecz zaiste zadziwiająca w kontekście dotychczasowej praktyki miłościwie nam panujących, którzy dotąd skwapliwie korzystali z tego typu okazji by ocieplić swój wizerunek na tradycyjnych akademiach ku czci „wstaw nazwę wiekopomnego wydarzenia/postaci”. Tymczasem, zamiast sławić rocznice, nieliczne polskie i liczniejsze polskojęzyczne media skupiły się głównie na napiętej sytuacji na Krymie gdzie Rosja przejęła kolejny strategiczny obiekt, dajmy na to szalet miejski w Sewastopolu.

Paradoksalnie sytuacja na (nazwijmy to umownie) „Ukrainie” przyczyniła się w dwojaki sposób do rezygnacji z wielkiej państwowej fety na cześć członkostwa w NATO. Po pierwsze, rzecz oczywista - jakakolwiek „akcja” zawsze będzie ciekawsza dla mediów niż nawet najkosztowniejsza i najstaranniej zainscenizowana spontaniczna impreza. Jest tutaj jednak drugie dno. Mianowicie okazało się, że nie ma za bardzo powodów do świętowania. Sojusz Północnoatlantycki pokazał przy okazji ukraińskiej awantury swoją skuteczność, a w zasadzie jej brak. Dla wszystkich tych, którzy bezpieczeństwo naszego państwa oparli właśnie na potędze sojuszu a nie na sile własnej armii było to zapewne dość przykre doświadczenie. Oby stało się to jednocześnie doświadczeniem pouczającym.

Nasz dzisiejszy problem wynika z tego, że politycy rządzący od kilkunastu lat Polską, z nieznanych nikomu (w tym najprawdopodobniej im samym) pobudek uwierzyli, że wstąpienie do NATO, a później Unii Europejskiej trwale zwiąże nas z Zachodem. Zapewni nam tym samym bogactwo oraz bezpieczeństwo na wiele dziesięcioleci, może nawet na zawsze. Doktryną państwową Rzeczpospolitej stał się więc „koniec historii”. Legło to u podstaw wszelkich decyzji politycznych, w tym dotyczących organizacji sił zbrojnych i bezpieczeństwa narodowego. Wbrew wszystkiemu i wszystkim uwierzyliśmy, że nie będziemy musieli się troszczyć o zagrożenia z zewnątrz bo zrobią to za nas sojusznicy. Natomiast pod światłym kierownictwem Brukseli, wspomaganym cudownym strumieniem jałmużny, nasza gospodarka będzie sama rosła w oczach. Niestety, mam dla Państwa fatalne wiadomości, to bujda na resorach. Konstrukcja świata, która jak nas zapewniano, jest trwała niczym opoka właśnie rozsypuje się na naszych oczach jak domek z kart.

Sam „koniec historii”, choć został ogłoszony przez Francisa Fukuyamę już w 1989 roku, jakoś nie może się wydarzyć. Widać historia nie została poinformowana o swym nieuchronnym zakończeniu i bezczelnie potoczyła się dalej, w sposób najwłaściwszy dla siebie, czyli nieprzewidywalny. Nic w tym dziwnego skoro całe dzieje ludzkości składają się zasadniczo z krótszych lub dłuższych okresów stabilizacji, kiedy wszyscy ludzie „na poziomie” osiągają przeświadczenie, że tak będzie już na zawsze. Kłopot w tym, że te spokojne czasy są oddzielone krótkimi, acz ciekawymi interwałami, gdy świat wali się wszystkim na głowę, niejednokrotnie nawet dość dosłownie.

Historia pełna jest pouczających przykładów. Po względnie spokojnym wieku XIX, w którym Europejczycy zdominowali glob, ów „koniec historii” jawił się jako całkiem realna perspektywa. Wystarczyły jednak zaledwie 4 lata i cała misterna konstrukcja światowego porządku prysnęła niczym bańka mydlana. Centrum świata przesunęło się gdzieś w okolice Wall Street, a stara Europa stała się tym czym jest dziś – nadętą karykaturą samej siebie.

Dlatego, poza kilkoma teoretykami, nikt przepowiedni „końca historii” nie traktuje na serio. No w każdym razie nikt z poważnych pozbawionych poczucia humoru ludzi, o których możemy powiedzieć, że rządzą światem. Wyjątkiem, jak pisałem wcześniej, są władze Rzeczpospolitej, gdzie wbrew wszystkiemu „koniec historii” zdaje się być oficjalnie obowiązującą doktryną polityczną.

Tymczasem najwyższy czas porzucić szkodliwy mit o naszym rzekomym bezpieczeństwie politycznym i sile gospodarki. Położenie geograficzne, które sytuuje nas pomiędzy dwoma silnymi i ekspansywnymi organizmami państwowymi, odbiera nam komfort gapiostwa. Za każdym razem gdy o tym zapominamy kończy się to dla nas w sposób opłakany.

W ciągle zmieniającym się świecie geopolityka jest całkowicie niestabilna. Cele i priorytety, a także zagrożenia i konflikty interesów mogą ulec całkowitemu odwróceniu zaledwie w dekadę. Sytuacja Polski jest dzisiaj gruntownie odmienna niż choćby na początku lat 90-tych. Wówczas, wobec osłabienia Rosji po upadku ZSRR i przejściowych problemów Niemiec wynikłych potrzeby adaptacji zaanektowanych obszarów NRD, Polska uzyskała tymczasowo zwiększoną przestrzeń działania. Z owej opcji taktycznego manewru skorzystaliśmy jedynie w minimalny sposób jednoznacznie ukierunkowując całą naszą politykę na sojusz z Zachodem. Nie było to efektem pogłębionej analizy geopolitycznej, a jedynie działaniem o charakterze reaktywnym. Inna sprawa, że w kontekście faktu powszechnego postrzegania zachodniej Europy jako obszaru dobrobytu i szczęśliwości, linia ta była w ogromnej większości popierana przez społeczeństwo.

Dziś sytuacja jest diametralnie inna. Polska jest co prawda członkiem Unii Europejskiej i Paktu Północnoatlantyckiego, lecz charakter tych organizacji uległ poważnemu przeobrażeniu. W tle za powolnym, acz systematycznym wycofywaniem się USA z Europy i akceleracją procesów integracji wewnątrzwspólnotowej coraz wyraźniej rysuje się sylwetka Niemiec. To one są dziś rozgrywającym w Europie zachodniej. Choć na tym etapie ciągle potrzebują dla swej polityki wsparcia Francji lub Wielkiej Brytanii, ich rola wyraźnie rośnie.

Także Rosja po czasie smuty stanowiącej następstwo upadku sowieckiego imperium szybko umacnia się politycznie i gospodarczo. Odzyskuje także pozycje globalnego gracza, czego dobrym przykładem była rola w zażegnaniu groźby interwencji militarnej w Syrii czy obecne działania na Krymie. Jest to efekt zaledwie kilkunastu lat konsekwentnej polityki wewnętrznej i zewnętrznej sterującego rosyjską nawą Władimira Putina. Wobec powyższego nie powinno być dla nikogo szczególnym zaskoczeniem, że rosnąca w siłę Rosja będzie dążyć do rozszerzenia/odzyskania swoich wpływów w Europie środkowowschodniej i nie tylko.

Właśnie te dwa czynniki: rosnące do roli mocarstwa Niemcy i odzyskująca mocarstwową pozycję Rosja są kluczowymi elementami geopolityki regionu. Determinują ilość możliwych do przyjęcia przez nas rozwiązań politycznych, ograniczając ją w istocie to trzech. Pierwsze i najbardziej oczywiste, to pozostawać w zachodnich strukturach gospodarczych i militarnych. Drugie, to własna ścieżka wymagająca częściowego lub całościowego usamodzielnienia się od UE i zawiązania szeregu subregionalnych sojuszy. Wariant trzeci, obecnie nierozpatrywany nawet w kręgach opozycyjnych to całkowite odwrócenie wektora polityki zagranicznej i sojusz z Rosją. Wszystkie z tych rozwiązań mają swoje jasne i ciemne strony, niosą też z sobą zarówno szanse jak i zagrożenia. Warto zatem przyjrzeć im się nieco bliżej.

Najoczywistszym wyborem jest tkwienie w status quo. Jest to zresztą oficjalna doktryna naszych władz, bezrefleksyjnie popierana przez zdecydowaną większość sił politycznych. Do niedawna opcja ta dawała nam fałszywe przekonanie o własnym bezpieczeństwie, przynosiła też korzyści gospodarcze. O ile pierwszy z tych aspektów stanowi już przeszłość, o tyle drugi należy ciągle brać pod uwagę w ogólnym bilansie zysków i strat. Co prawda wsparcie finansowe z UE w obecnej i przyszłej sytuacji gospodarczej będzie mieć niewspółmiernie mniejsze znaczenie niż dotąd, będzie ono jednak istotnym czynnikiem rozwoju. To tyle jeśli chodzi o plusy. Największym negatywem pozostawania w strukturach zachodu, w szczególności UE będzie dalszy odpływ ludności, który już w perspektywie kilkunastu lat może zakończyć się dla nas katastrofą demograficzną. Należy wziąć pod uwagę także niekorzystne zjawiska w zakresie struktury własnościowej w gospodarce. Coraz silniejsza penetracja całych segmentów rynku przez obcy kapitał grozi sprowadzeniem Polaków do roli tubylczej siły roboczej. Zjawisko to rozpoczęło się kilkanaście lat temu, ostatnio zaś wyraźnie nabiera dynamiki. Skądinąd potencjalne zagrożenia z obecnego stanu rzeczy moglibyśmy wymieniać godzinami, od zmiany struktury własności gruntów począwszy, a na ekspansji szkodliwej, skrajnie lewackiej ideologii skończywszy.

By podjąć z definicji radykalną decyzję o zmianie obecnego status quo, oznaczającą gwałtowne odwrócenie sojuszy musielibyśmy dysponować rzetelnymi analizami wszelkich pozytywnych i negatywnych aspektów obecnej linii oraz potencjalnych szans i zagrożeń związanych z jej kontynuacją lub zmianą. Niestety, nawet jeśli nasz rząd prowadzi tego typu badania, skrzętnie ukrywa przed nami ich wyniki. Ogranicza się jedynie do propagandowego bełkotu o setkach milionów euro unijnego „wsparcia”. Jeśli nie myli mnie intuicja, postulowana wcześniej analiza wskazałby na gwałtowny spadek korzyści i szans związanych z członkostwem Polski w strukturach Zachodu, a wzrost kosztów i zagrożeń. Jest to więc właściwy moment na rozpoczęcie rozważań na temat potencjalnej alternatywy wobec strategicznego sojuszu z Zachodem.

Pozornie najbardziej kuszącą jest droga niezależności. Lawirowanie pomiędzy Niemcami a Rosją z jednej strony najbardziej odpowiada polskiemu umiłowaniu wolności, z drugiej zaś pozornie wdaje się być koncepcją najbliższą poglądom najmłodszego pokolenia narodowców. Z resztą nie tylko najmłodszego. Czyż w końcu nie tak znów dawno, my, endecy średniego pokolenia, nie wznosiliśmy okrzyków w rodzaju: „Ani Rosja, ani Zachód...”?

Niestety, ta koncepcja, teoretycznie możliwa do realizacji dwadzieścia lat temu, dziś nie wytrzymuje elementarnej konfrontacji z rzeczywistością. Nawet jeśli Polsce udałoby się stworzyć rodzaj gospodarczego i militarnego sojuszu z tymi nielicznymi państwami subregionu, które nie są wobec nas jawnie wrogie (co przyznajmy obiektywnie, nie jest zbyt prawdopodobne) potencjał demograficzny, gospodarczy i obronny takiego tworu będzie niewspółmiernie niższy niż Rosji czy Niemiec. Ponadto doprowadziłoby to do nieuchronnego sojuszu naszych potężnych sąsiadów. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, w kogo byłoby wycelowane ostrze tego aliansu i do jakich konsekwencji mogłoby to doprowadzić. Nie jest to czysta futurologia, przeciwnie takie zagrożenie jest jak najbardziej realne i aktualne. Wystarczy przypomnieć choćby stosunkowo świeży casus przebiegającego dnem Bałtyku rurociągu północnego. Niemcy i Rosja współpracując przy tym projekcie udowodniły, że w przypadku ważkich interesów politycznych i gospodarczych bez problemu dogadują się ponad naszymi głowami.

Koncepcja budowy bloku państw środkowoeuropejskich nie jest jednak całkowicie nieracjonalna. Jednak jej urzeczywistnienie wymaga pojawienia się całego szeregu sprzyjających okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych. Przede wszystkim, zanim zaczniemy marzyć o ścieżce samodzielności, czy śmielej o dominacji w regionie musimy uporządkować własne państwo. Będzie to zadanie wdzięczne niczym sprzątanie stajni Augiasza i praca Syzyfa w jednym. Pozostaje jeszcze trzecia droga, a jest to droga na Wschód.

Wschód w przeciwieństwie do Zachodu nigdy nie pociągał nas w sensie kulturowym. Jawił się jako jednocześnie zacofany i prymitywny, a przy tym nieobliczalny i ekspansywny. Groźny. Gardzimy więc Wschodem czując przed nim atawistyczny lęk, jednocześnie podziwiamy nawet najdziksze dewiacje Zachodu słabo kryjąc przy tym kompleks biednego krewniaka. Odrębną kwestią jest powszechne w Polsce, negatywne postrzeganie Rosji. W kontekście często traumatycznych doświadczeń historycznych z wzajemnych relacji nie jest ono niczym zaskakującym.

Nie zawaham się przyznać: boję się Rosji. Tylko głupiec nie czułby lęku przed wielokroć potężniejszym sąsiadem, który nie raz siłą narzucał nam swą wolę. Nie jestem także przesadnym miłośnikiem rosyjskiej kultury. Jednak w przeciwieństwie do licznych nadętych „prawdziwych patriotów” potrafię odnosić się do niej z szacunkiem. Pozostając więc na pozycjach umiarkowanych w pełni rozumiem tych, którzy do Rosji odnoszą się z rezerwą, niechęcią a nawet wrogością. Uczucia są jednak właściwością jednostek, a nie narodów. Dlatego przesłanką do kształtowania relacji międzynarodowych normalnego, zdrowego państwa nie mogą być lęki, fobie czy sympatie. Nawet jeśli są one w danym momencie podzielane przez większość społeczeństwa.

Truizmem jest stwierdzenie, że w geopolityce nie ma miejsca dla odwiecznej przyjaźni i odwiecznej wrogości. Są tylko stałe interesy. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że te w sensie politycznym w przewidywalnej perspektywie czasowej na linii Warszawa – Moskwa będą co najmniej niesprzeczne. Oczywiście pod warunkiem, że sami nie zadbamy o ich gwałtowne pogorszenie, tak jak miało to miejsce przy okazji niedawnej ukraińskiej awantury. W tym miejscu należy się jednak Państwu co najmniej kilka słów wyjaśnienia.

Geopolityczne cele Rosji są łatwe do zidentyfikowania. Będzie ona dążyła do odzyskania strefy wpływów dawnego ZSRR. Strefa ta, czego zdają się nie dostrzegać nasze domorosłe „elity”, nie ograniczała się wyłącznie do Polski czy szerzej Europy środkowowschodniej. Odzyskanie kontroli nad nią bez wywołania globalnego konfliktu będzie awykonalne w możliwej do przewidzenia perspektywie czasowej. Stąd należy przyjąć założenie o umiarkowaniu celów taktycznych Rosji. Poza sytuacją zewnętrznej ingerencji w swoje bezpośrednie interesy polityczne i gospodarcze Rosja przyjmie strategię „małych kroków”, która ograniczy możliwość zabójczej dla niej powszechnej izolacji.

Trudniej zidentyfikować globalne cele Polski. Jako, że polskie rządy od lat nie prowadzą spójnej polityki wschodniej, powinniśmy przyjąć, że owych celów zwyczajnie nie ma. To oczywiście nieprawda, gdyż interes narodowy jest niezależny od personalno-politycznych przetasowań. Celem Polski jest odzyskanie (choćby fragmentaryczne) pozycji na części kresów wschodnich przy jednoczesnym umocnieniu się na zachodniej rubieży. Nie jest to wyłącznie element megalomani, czy rewizjonizmu historycznego. W kontekście zbliżającej się zapaści demograficznej realizacja tych założeń może okazać się niezbędna dla utrzymania biologicznej substancji narodu. Trudno bowiem nie dostrzec potencjału tych kilku milionów Polaków, pozostawionych dziś samym sobie za naszymi wschodnimi granicami.

W kontekście tak zdefiniowanych celów trudno dostrzec sprzeczność bezpośrednich interesów pomiędzy Polską a Rosją. Oczywiście jeśli popadając w obłęd absurdalnej koncepcji Giedroycia uznamy, że interesem Polski jest popieranie wrogich nam młodych nacjonalizmów (np. ukraińskiego i litewskiego) czy szerzej wszystkich działań wrogich Rosji, cała zarysowana wyżej koncepcja weźmie w łeb. Wtedy naturalnym interesem Rosji będzie eliminacja Polski jako samodzielnego bytu politycznego. Oby więc te oderwane od realiów, neo-mocarstwowe rojenia pozostały w niezbadanych umysłach swych twórców i w fantazjach „prawdziwych patriotów”.

Skoro więc interesy potrafią być niesprzeczne, czy mogą być także zbieżne? W kraju, gdzie za samo stwierdzenie, że z Rosją można robić jakiekolwiek interesy dostaje się łatkę „ruskiego agenta”, nikt na poważnie nie analizuje potencjalnych korzyści gospodarczego zbliżenia z Rosją. A szkoda. Tymczasem pomimo niestabilności wzajemnych relacji politycznych kontakty gospodarcze obu państw są znaczące. Dla Rosji Polska jest 7 partnerem w eksporcie i 10 w imporcie. Ze względu na te dane, a także dużą dynamikę wzrostu relacji handlowych wzrost współpracy gospodarczej może być korzystny dla obu stron. Bez aktywnej polityki naszych władz bilans handlowy, dziś korzystny dla Rosji eksportującej surowce energetyczne (zatem niekorzystny dla Polski) nie ma szans na zrównoważenie. Realia te doskonale zrozumiał Victor Orban. Węgry nie wahają się dziś sięgać po rosyjskie kredyty i technologie. Zajmują także umiarkowane stanowisko polityczne w stosunku do działań Rosji wobec Ukrainy. Czynią zatem dokładnie odwrotnie niż Polska, i jak wszystko wskazuje w przeciwieństwie do Polski odnoszą z takiego stanu rzeczy wymierne korzyści. Skądinąd w ramach ogólnogepolitycznego oglądu sytuacji warto spojrzeć na Federację Rosyjską z perspektywy szerszej niż europejska. Poza działaniami w strukturach takich jak Unia Euroazjatycka czy Wspólnota Niepodległych Państw Rosjanie aktywnie angażują się w działalność BRICS – grupy państw skupiających dziś 60% ludności globu i kontrolujących znaczną część jego surowców naturalnych. Także analiza ogólnodostępnych danych gospodarczych Federacji Rosyjskiej, w szczególności struktury PKB i handlu zagranicznego każe odrzucić stereotypowe postrzeganie Rosji jako zacofanego kraju żyjącego wyłącznie z eksportu zasobów naturalnych.

To wszystko oczywiście tylko pobieżny przegląd sytuacji. Nie mając właściwych narzędzi analitycznych i dostępu do niezbędnych danych nie jestem w stanie przesądzić czy zbliżenie polityczne i gospodarcze z Rosją byłoby dla Polski korzystne. Mogę jednak z całą stanowczością stwierdzić, że polska racja stanu wymaga choćby poważnego rozważenia takiej alternatywy. Szczególnie dopóki pozostała nam choćby szczątkowa szansa na podjęcie samodzielnej decyzji co do naszej przyszłości.

By o niej racjonalnie zdecydować musimy odrzucić jednak myślenie mistyczne i życzeniowe, mesjanizm i chciejstwo. Stawiając na pierwszym miejscu interes narodowy wznieść się ponad rządzące nami stereotypy, kompleksy, przesądy a nawet strach. Tylko wtedy będziemy mogli dokonać właściwych wyborów.


Artykuł ukazał się wcześniej na portalu mysl24.pl

 
WASZE KOMENTARZE[1]
~jachu: No to pięknie, w tym nadmiernie długim i nudnym wywodzie, w którym znajdziemy sporo informacji z Wikipedii, p. Piasta znalazł wyjście z obecnej sytuacji - zacieśnienie współpracy gospodarczej z Rosją Putina przy jednoczesnej milczącej akceptacji jej agresywnej polityki wobec sąsiadów. Byle tylko nie wybrać drogi ścisłej integracji ze światem zachodnim (z Niemcami, z którymi mamy większe obroty niż ci mają z Rosją), dążeniem do przyjęcia euro, postawienie na inwestowanie we własne technologie i wypromowanie kilku polskich marek. Lepiej tkwić dalej w tym zaścianku, a intelektualne potrzeby zaspokajać kazaniami osiedlowego proboszcza. Czy są tacy, którzy pragną "kraju Piastów", kraju gorzały i kiszonego ogórka, pyszniących się świątyń i wakacji na Krymie? Jeśli tak to do was pisze obywatel Pomidor.
dodano: Wtorek, 2014.03.25 17:00, IP:217.168.136.XXX
ok
15
not ok
11
odpowiedz|usuń
~edek: Ja tam lubię Rosjanki. Są głębokie jak studnia.
dodano: Wtorek, 2014.03.25 17:04, IP:91.223.212.XXX
ok
7
not ok
1
odpowiedz|usuń
~666: ~jachu: No to pięknie, w tym nadmiernie długim i nudnym wywodzie, w którym znajdziemy sporo informacji z Wikipedii, p. Piasta znalazł wyjście z obecnej sytuac...
Lepszy kiszony ogórek niż ogórek w dupie, który proponują nam euro-zboczeńcy. Głupie zakompleksione polactwo nie ma dość siły i dumy by myśleć o niepodległości. Tacy jak ty jachu wolą robić laskę Niemcom niż uruchomić na chwilę zardzewiałe mózgi. Masz powody do dumy - prawdziwy z ciebie Europejczyk... A teraz grzecznie wypierdalaj na zmywak albo na truskawki.
dodano: Wtorek, 2014.03.25 17:56, IP:83.11.235.XXX
ok
13
not ok
13
odpowiedz|usuń
avatarHolt: ~666: Lepszy kiszony ogórek niż ogórek w dupie, który proponują nam euro-zboczeńcy. Głupie zakompleksione polactwo nie ma dość siły i dumy by myśleć o niep...
Niepodległość hehehe.. Nasza niepodległość wynika tylko z tego, że rusek akurat nie wybiera się czołgami do Berlina czy też jakiś Helmut do Moskwy. Jak któryś zmieni zdanie to pragnę przypomnieć ze najbliższa droga miedzy tymi dwoma miastami wiedzie przez Warszawkę. O niepodległości to może mówić tak naprawdę tylko kilka państw.
dodano: Wtorek, 2014.03.25 18:34
ok
17
not ok
2
odpowiedz|usuń
~Kiero: ~666: Lepszy kiszony ogórek niż ogórek w dupie, który proponują nam euro-zboczeńcy. Głupie zakompleksione polactwo nie ma dość siły i dumy by myśleć o niep...
Ciszy że są w tym kraju jeszcze ludzie którzy wiedzą że mózg do czegoś służy.Ci opętani,zaczarowani nie zrozumieją już o co dziś biega...Ich życie jest imitacją to podrabiany mario bros....
dodano: Wtorek, 2014.03.25 19:13, IP:79.184.152.XXX
ok
6
not ok
6
odpowiedz|usuń
~Kiero: Holt: Niepodległość hehehe.. Nasza niepodległość wynika tylko z tego, że rusek akurat nie wybiera się czołgami do Berlina czy też jakiś Helmut do Moskwy. Ja...
Błagalnie jeszcze będziesz patrzył by ktoś tobie pomógł cały czas idziesz triumfalnie pod nóż jak baranów stado...tylko współczuć
dodano: Wtorek, 2014.03.25 19:14, IP:79.184.152.XXX
ok
4
not ok
7
odpowiedz|usuń
avatarHolt: ~Kiero: Błagalnie jeszcze będziesz patrzył by ktoś tobie pomógł cały czas idziesz triumfalnie pod nóż jak baranów stado...tylko współczuć...
mylisz się misiu, będę wtedy w Cassis z moja rodziną i PIERDOLĘ zdychać za kler, Kaczyńskiego czy innych "wielkich, prawdziwych Polaków".
dodano: Wtorek, 2014.03.25 20:18
ok
17
not ok
5
odpowiedz|usuń
~Sławomir Łożysko: Ja tam nie lubię fety. Mam alergię na kozi ser. Lepsze są sery z polskiego, krowiego mleka.
dodano: Środa, 2014.03.26 11:26, IP:109.153.67.XXX
ok
5
not ok
0
odpowiedz|usuń
~Autor: - i kto tu jest ruskim agentem?
dodano: Środa, 2014.03.26 11:53, IP:62.21.43.XXX
ok
3
not ok
2
odpowiedz|usuń
~jachu: ~kiero, 666 i inne przygłupy - wymachiwanie szabelką jest w sam raz dla tych, którzy nie uczą się na błędach. Nie patrzą na rozwój, ale do tyłu to i o własne nogi się przewracają. Gorzej że z ich wynurzeń wynika, że niby patrzą do tyłu, ale nic widzą poza dętym marszem do samozniszczenia. Taka ta nasza myśl "prawakowego" zaścianka podlana watykańskim sosem.
dodano: Środa, 2014.03.26 12:11, IP:217.168.136.XXX
ok
7
not ok
1
odpowiedz|usuń
~Autor: ~Autor: - i kto tu jest ruskim agentem?...
Ty
dodano: Środa, 2014.03.26 13:25, IP:164.126.204.XXX
ok
0
not ok
2
odpowiedz|usuń
~Autor: ~Sławomir Łożysko: Ja tam nie lubię fety. Mam alergię na kozi ser. Lepsze są sery z polskiego, krowiego mleka....
Ja tam wolę kokę od fety.
dodano: Środa, 2014.03.26 13:26, IP:164.126.204.XXX
ok
2
not ok
0
odpowiedz|usuń
~km: Jak zwykle problemy ze zrozumieniem tekstu dłuższego niż trzy zdania. W tekście są rozpatrywane trzy opcję do wyboru, bez jego wskazania. Artykuł jest pytaniem, nie odpowiedzią. Odpowiedzieć musicie sobie sami ;)
dodano: Środa, 2014.03.26 13:37, IP:83.11.235.XXX
ok
3
not ok
7
odpowiedz|usuń
~: ~km: Jak zwykle problemy ze zrozumieniem tekstu dłuższego niż trzy zdania. W tekście są rozpatrywane trzy opcję do wyboru, bez jego wskazania. Artykuł jest...
Otóż nie, wywód stawia na trzecią opcję, wynika to ze struktury tekstu, ostrożnych sugestii, otwartej krytyki pozostałych dwóch oraz zasady, że podsumowanie lub wnioski z reguły umieszcza się na końcu tekstu.
dodano: Środa, 2014.03.26 15:44, IP:217.168.136.XXX
ok
3
not ok
3
odpowiedz|usuń
DODAJ KOMENTARZ | Jesteś niezalogowany, Twój nick będzie poprzedzony ~zaloguj | zarejestruj
Liczba znaków do wykorzystania: 1000
codeimgNie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Forum
Do poprawnego działania mechanizmu dodawania komentarzy wymagane jest włączenie obsługi ciasteczek.
avatar
PRZEMYSŁAW PIASTA
PrzemyslawPiasta.epoznan.pl
RSSsend_message
ARCHIWUM WPISÓW
Na kogo głosować w Poznaniu? (11 paź 2018)
W pułapce wyklętyzmu (2 mar 2018)
Skazy na pancerzach? (19 lut 2018)
Zakażmy handlu we wtorki (4 paź 2017)
Vae victis (31 lip 2017)
Wszędzie dobrze, ale w Unii najlepiej (12 lip 2017)
Cała Polska walczy ze smogiem. (9 sty 2017)
Coraz lepsza zmiana (2 gru 2016)
Murzyńskość dla zaawansowanych (5 paź 2016)
Smoleńscy prorocy, smoleńscy agnostycy (15 wrz 2016)
Spotkanie Endecji w Poznaniu (6 wrz 2016)
Trzecia Rzesza – reaktywacja (27 cze 2016)
Niewidzialne Chiny (21 cze 2016)
Polskie Imperium? (10 cze 2016)
Wróg u bram (22 mar 2016)
To nie jest nasza zmiana (14 mar 2016)
Rolnik przyPiSany do ziemi? (25 lut 2016)
Kto zapłaci za "dobrą zmianę"? (6 lut 2016)
Przepraszam za Mieszka (1 lut 2016)
Zdrada popłaca (14 sty 2016)
Ani słowa o WOŚP (9 sty 2016)
W obronie Jaśkowiaka (28 gru 2015)
Życie polityczne dzikich, na podstawie obserwacji mieszkańców Bolandy. (4 gru 2015)
Latający cyrk rodzimej produkcji (28 lis 2015)
Tęczowy korpus postępu (11 paź 2015)
Portret bez charakteryzacji (4 paź 2015)
Hitler też był imigrantem (14 wrz 2015)
Jak zmarnować 100 milionów (4 wrz 2015)
Złodzieje (24 sie 2015)
Duży i Mały (23 lip 2015)
Nie chcemy was tu (13 lip 2015)
Strzelnica (14 maj 2015)
Głosujemy na Kukiza! (8 maj 2015)
Jak głosować? - skrócony poradnik dla średnio zaawansowanych (3 maj 2015)
Moneta bez awersu (15 mar 2015)
Legenda o poznańskim smoku - PREMIERA (28 lis 2014)
„Legenda o poznańskim smoku” – zaproszenie na spotkanie z autorem (24 lis 2014)
STOP OSZUSTOM! (14 lis 2014)
Uwaga na oszustów (14 lis 2014)
Mamy prawo być dumni (7 lis 2014)
Razem? - raczej osobno (31 paź 2014)
Niezły burdel (28 paź 2014)
Rzeczpospolita urzędasów (16 paź 2014)
Matki, żony i kochanki (28 wrz 2014)
Chwała Grobelnemu (29 lip 2014)
Nieporozumienie ruchów miejskich (11 lip 2014)
Upadek (7 lip 2014)
Słuszny gniew, bezrozumny bunt (17 cze 2014)
Smutny los dzikich Helwetów (24 maj 2014)
Głosuję na Korwina (21 maj 2014)
Piersi są dobre (11 maj 2014)
Czekając na błąd scenarzysty (6 maj 2014)
Rocznica (3 maj 2014)
Feta, której nie było (25 mar 2014)
I kto tu jest ruskim agentem? (1 mar 2014)
W Bazarze o Dmowskim i nie tylko. (18 lut 2014)
Ostateczny krach państwa prawa (11 lut 2014)
Przeciw fałszywemu patriotyzmowi (31 sty 2014)
Rozbita rodzina resortowych dzieci (15 sty 2014)
Owsiak wypełza z lodówki a Tusk wychodzi z siebie (11 sty 2014)
Bójcie się Tuska, nawet gdy przynosi dary (5 sty 2014)
Politycy i idioci (27 gru 2013)
Przyznaję się do błędu. (23 gru 2013)
Żądam ocieplenia klimatu (22 gru 2013)
Nie piszcie ustaw, grajcie w piłkę! (19 gru 2013)
Wybory w domu wariatów (12 gru 2013)
Gdy rozum śpi budzą się My-Poznaniacy (6 gru 2013)
Unia, Ukraina a polska racja stanu (3 gru 2013)
Polski wyrób politykopodobny czyli dlaczego nasza polityka jest byle jaka? (28 lis 2013)
Mamy za dużo mieszkań socjalnych. (21 lis 2013)
Gender to głupota (18 lis 2013)
Czy żyjemy w państwie policyjnym? (15 lis 2013)
Obywatelscy jak Milicja Obywatelska (8 lis 2013)
Niebezpieczne kombinacje Ministerstwa Sprawiedliwości (4 lis 2013)
Granice tolerancji (2 lis 2013)